Poniedziałek , 19 Styczeń 2026

Pamięci DDR5 są droższe niż kiedykolwiek. Zamiast dokładać kość RAM, zoptymalizuj system

  19-01-2026

Jeszcze rok temu myśleliśmy, że standard 64 GB RAM stanie się powszechny i w miarę tani. Dziś, w obliczu bezprecedensowego wzrostu cen pamięci tego typu, napędzanego przez głód gigantów AI na moduły HBM, za zestaw 32 GB DDR5 musimy zapłacić tyle, co za średniej klasy kartę graficzną. To kilka razy więcej niż kilka miesięcy temu. Zanim jednak rozbijecie świnkę skarbonkę w celu sfinansowania kosztownej modernizacji, warto rozważyć inne opcje. W tym artykule pokażemy wam, jak za pomocą technik optymalizacji sprawić, by obecny komputer działał wydajnie, nawet jeśli ma mniej pamięci operacyjnej.

Pamięci DDR5 są droższe niż kiedykolwiek. Zamiast dokładać kość RAM, zoptymalizuj system
Zakup dodatkowej pamięci RAM oznacza dziś konieczność wydania dużych pieniędzy. Tłumaczymy jak zoptymalizować te zasoby, które już posiadamy. Fot. HotGear.

Dlaczego pamięć RAM tak szybko drożeje?

Sytuacja na rynku podzespołów w 2026 roku przypomina najgorsze momenty kryzysu kryptowalutowego, tyle że tym razem drożeją nie karty graficzne a moduły pamięci. Jeśli planowaliście rozbudowę komputera, z pewnością już wiecie, że ceny w sklepach zmieniają się z tygodnia na tydzień – niestety tylko w górę. Co się właściwie stało?

Warto przeczytać: Gdzie sprawdzić, jakie podzespoły znajdują się w komputerze?

Obecny kryzys to efekt tzw. Paradoksu AI. Firmy takie jak NVIDIA, Google czy OpenAI potrzebują gigantycznych ilości pamięci o wysokiej przepustowości, głównie HBM – High Bandwidth Memor, do trenowania nowych modeli językowych. Producenci tacy jak Samsung, SK Hynix czy Micron przesunęli lwią część swoich mocy przerobowych na produkcję tych właśnie układów, kosztem „zwykłych” kości DDR5, z których korzystamy w domowych PC i laptopach.

W efekcie podaż konsumencka drastycznie spadła, a ceny zestawów 32 GB i 64 GB przebiły psychologiczne bariery, stając się towarem wręcz luksusowym.

Wzrost cen ma jednak drugie, mniej oczywiste dno. Przez lata przyzwyczailiśmy się do „zasobożerności” oprogramowania. Twórcy aplikacji, wiedząc, że RAM był tani, przestali dbać o optymalizację kodu. W efekcie dzisiejszy system operacyjny i kilka otwartych aplikacji potrafi skonsumować 16 GB RAM tuż po starcie, nie wykonując przy tym żadnej realnej pracy.

Tymczasem każdy nieużywany megabajt RAM-u, który „wycieka” przez źle napisaną aplikację, ma swoją realną wartość rynkową. Jeśli nasz system marnuje 4 GB na zbędne procesy, to tak, jakbyśmy trzymali w szufladzie kilkaset złotych, które powoli tracą na wartości.

Zanim więc zdecydujecie się na zakup nowej pamięci w szczycie cenowej bańki, warto przeprowadzić radykalny audyt tego, co już mamy. Okazuje się bowiem, że większość z nas korzysta zaledwie z 60-70% realnego potencjału posiadanej pamięci.

Gdzie znika nasz RAM?

Zanim zaczniemy optymalizację, warto zrozumieć, dlaczego nawet przy 16 GB pamięci system potrafi „krztusić się” podczas codziennej pracy. Dziś problemem nie jest brak mocy obliczeniowej, lecz specyficzna architektura współczesnego oprogramowania, która traktuje RAM jako zasób niewyczerpalny.

Przeglądarki-molochy. Izolacja kosztem objętości

Większość z nas korzysta z przeglądarek opartych na silniku Chromium (Chrome, Edge, Opera, Brave). Ich apetyt na pamięć wynika z mechanizmu izolacji procesów (Sandboxing).

  • Każda karta to osobny komputer. Aby awaria jednej strony nie zawiesiła całej przeglądarki, każda karta, wtyczka i rozszerzenie działają jako oddzielny proces systemowy.
  • V8 Engine. Silnik JavaScript musi załadować do pamięci ogromne biblioteki, aby obsłużyć nowoczesne, ciężkie witryny. Efekt? Otwarcie 20 kart to nie tylko „tekst i obrazki”, to 20 instancji złożonych aplikacji webowych, które potrafią zarezerwować dla siebie od 4 do 10 GB pamięci.

Przeglądarka wewnątrz aplikacji

To największy „cichy zabójca” RAM-u w ostatnich latach. Wiele popularnych aplikacji biurowych i komunikacyjnych to w rzeczywistości strony internetowe zamknięte w ramce przeglądarki. Chociażby Discord, Slack, Spotify, Microsoft Teams, Visual Studio Code.

Uruchamiając te pięć programów jednocześnie, de facto uruchamiamy w tle tyle samo osobnych, ukrytych kopii Chrome’a. Każda z nich posiada własny menedżer procesów i własną alokację pamięci, co dubluje zużycie zasobów na poziomie fundamentów systemu.

Bloatware i „Inteligentne” usługi działające w tle

Współczesne systemy operacyjne są przeładowane funkcjami, których większość użytkowników nigdy nie dotyka, a które stale rezerwują miejsce w RAM-ie. Najważniejsze to:

  • AI Sidebars i Telemetria: systemowe asystenty (jak nowsze ewolucje Copilota) oraz usługi zbierające dane diagnostyczne działają non-stop.
  • Widgety i Nakładki: panele pogodowe, wiadomości i nakładki producentów laptopów (np. centra sterowania oświetleniem RGB czy profilami zasilania) to często procesy o bardzo niskiej efektywności kodowania.
  • Memory Leaks: błędy w kodzie aplikacji, które sprawiają, że program „prosi” o RAM, ale nie oddaje go po zakończeniu zadania. W systemach działających bez restartu przez wiele dni, wycieki te mogą kumulować się do gigantycznych rozmiarów.

Optymalizacja bez nakładów finansowych

Jeśli nie chcemy wydawać pieniędzy na nowy hardware, należy zacząć od zmiany nawyków i konfiguracji narzędzi, których używamy codziennie. Oto kroki, które można podjąć w 5 minut, a które realnie „odzyskają” kilka gigabajtów RAM-u.

Tryb oszczędzania pamięci w przeglądarkach

Każda licząca się przeglądarka posiada wbudowane mechanizmy zarządzania zasobami. Problem w tym, że często są one skonfigurowane zbyt zachowawczo.

  • Chrome/Edge. Wejdź w Ustawienia -> System i Wydajność. Aktywuj funkcję Wygaszaj nieaktywne karty. Powoduje ona zwalnianie RAM-u z kart, których aktualnie nie oglądamy (dodatkowo oszczędza też procesor). W ustawieniach zaawansowanych można wybrać tryb „Agresywny”, który usypia karty niemal natychmiast po ich opuszczeniu.
  • Edge i funkcja Automatycznie usypiaj karty. Przeglądarka Microsoftu pozwala na jeszcze głębsze uśpienie nieaktywnych procesów – warto ustawić czas uśpienia na 5 minut bezczynności, zamiast domyślnej godziny.

Higiena autostartu. Mniej znaczy więcej

Wiele aplikacji po instalacji arbitralnie uznaje, że musi startować razem z systemem.

  • Otwórz Menedżer zadań (Ctrl+Shift+Esc) i przejdź do karty Aplikacje autostartu.
  • Zwróć uwagę na kolumnę „Wpływ na uruchamianie”. Wyłącz wszystko, co nie jest niezbędne (np. Launchery gier, update’ery Adobe, zbędne sterowniki peryferiów). Pamiętaj, że każda ikona w zasobniku systemowym (obok zegara) to zabrany kawałek fizycznego RAM-u.

Ceny pamięci RAM szybują osiągając niewyobrażalne jeszcze kilka miesięcy temu wartości. Grafika HotGear.

Oprogramowanie, które dopilnuje porządku

Wybierając osobne narzędzia do walki z przepełnioną pamięcią RAM, warto postawić przede wszystkim na lekkość i transparentność działania. Unikamy kombajnów typu „wszystko w jednym”, które często same stają się obciążeniem dla systemu. W tej dziedzinie faworytem pozostaje program Mem Reduct. To minimalistyczne narzędzie pozwala nam na ręczne lub automatyczne wyzwalanie systemowego mechanizmu „EmptyWorkingSet”. Dzięki niemu jednym kliknięciem możemy odzyskać przestrzeń zajmowaną przez tzw. Standby List, czyli dane, które Windows przechowuje „na wszelki wypadek”, a które w dobie kryzysu RAM-u są luksusem, na jaki nie możemy sobie pozwolić.

Jeśli zależy nam na bardziej zautomatyzowanym podejściu, sięgamy po Wise Memory Optimizer. Program ten w inteligentny sposób monitoruje stan zajętości i potrafi w tle zwalniać zasoby, gdy tylko system zbliży się do niebezpiecznej granicy 90% wykorzystania. Warto jednak pamiętać, że żadna aplikacja nie zastąpi nam rzetelnej wiedzy o tym, co dzieje się pod maską. Dlatego do codziennej diagnostyki wykorzystujemy HWiNFO64. Choć kojarzy się on głównie z temperaturami, w sekcji pamięci dostarcza nam kluczowych informacji o tym, ile razy system musiał sięgnąć do pliku stronicowania (tzw. Page Faults). To dla nas jasny sygnał – jeśli liczba błędów strony rośnie lawinowo, nasze programowe sztuczki właśnie przestały wystarczać.

Hardware z odzysku – jak mądrze kupować używany RAM

Kiedy optymalizacja programowa osiąga granicę skuteczności, musimy spojrzeć w stronę rynku wtórnego, choć dziś wymaga to od nas szczególnej czujności. Szukając okazji na portalach aukcyjnych, warto się skupić przede wszystkim na modułach z wieczystą gwarancją producenta (np. G.Skill, Kingston czy Corsair). W dobie rekordowych cen w sklepach, zakup używanej kości DDR5 to oszczędność rzędu 30-40% w stosunku do cen podzespołów nowych. Musimy jednak uważać na tzw. „okazje AI” – moduły wyciągnięte z serwerów często mają inną architekturę (ECC Registered) i nie będą współpracować z naszymi domowymi płytami głównymi.

Zanim sfinalizujemy zakup, zawsze prosimy sprzedawcę o zrzut ekranu z programu MemTest86+ wykonanego na oferowanych kościach. Przy ekstremalnych taktowaniach współczesnych pamięci, nawet minimalna degradacja kontrolera może prowadzić do uciążliwych „niebieskich ekranów”.

Jeśli nasz budżet jest bardzo napięty, można również rozważyć zakup kości o nieco niższym taktowaniu. Pamiętajmy, że różnica między DDR5-4800 a DDR5-7200 jest odczuwalna głównie w testach syntetycznych. W codziennej pracy biurowej i przy obróbce wideo ważniejsza jest dla nas całkowita objętość pamięci niż jej rekordowa prędkość.

Stajemy często przed dylematem, czy mieszać kości różnych producentów? Choć puryści sprzętowi odradzają takie rozwiązanie (i słusznie), to jednak w czasach kryzysu cenowego w branży możemy być bardziej pragmatyczni. Jeśli posiadamy już 16 GB od jednego producenta, a trafia nam się tania okazja na inne 16 GB, nie bójmy się ich połączyć. Warro jednak pamiętać – kluczem do stabilności systemu będzie wówczas ręczne ustawienie parametrów (timingów) w BIOS-ie według specyfikacji słabszej kości. To bezpieczny kompromis, który pozwoli nam przetrwać najgorszy okres cenowej bańki bez konieczności rezygnacji z komfortowej pracy przy komputerze.

Podsumowanie. Czy warto czekać z zakupem RAM na lepsze czasy?

Stoimy obecnie w punkcie zwrotnym, w którym RAM przestał być tanią częścią komputera, a stał się kosztownym zasobem wymagającym świadomego zarządzania. Moim zdaniem kryzys obecny kryzys cenowy to nie tylko utrudnienie, ale też ważna lekcja, także dla producentów oprogramowania. Przez ostatnie lata przyzwyczailiśmy się do „zasypywania” problemów optymalizacyjnych kolejnymi gigabajtami pamięci. Dzisiaj, gdy rynkowe realia mówią „sprawdzam”, okazuje się, że sprawnie skonfigurowany system z 16 GB pamięci może pracować szybciej i stabilniej niż zaśmiecona maszyna wyposażona w 32 GB.

Prognozy na drugą połowę roku dają nam umiarkowane powody do optymizmu. Choć zapotrzebowanie ze strony sektora AI nie maleje, pierwsze nowe linie produkcyjne Intela oraz rozbudowane fabryki Samsunga mają osiągnąć pełną wydajność w czwartym kwartale. Może to przynieść upragnioną stabilizację cen, choć powrót do poziomów sprzed dwóch lat wydaje się mało prawdopodobny. Dlatego naszą strategią na najbliższe miesiące powinna być maksymalizacja wydajności tego, co już posiadamy.

Tomasz Sławiński

Obserwuj wątek
Powiadom o
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze




Najczęściej czytane