Jak działa system rekomendacji w YouTube?
System rekomendacji YouTube to jeden z najbardziej skomplikowanych mechanizmów uczenia maszynowego na świecie, którego głównym zadaniem jest – przynajmniej w teorii – dopasowanie odpowiedniego filmu do właściwego widza. Mechanizm ten nie opiera się na jednym czynniku, lecz na analizie pokaźnego zestawu danych, które sami generujemy podczas każdego kliknięcia.
Fundamentem są dwa główne strumienie danych – historia oglądania oraz historia wyszukiwania. To właśnie one tworzą nasz cyfrowy odcisk palca. Jeśli regularnie oglądamy testy samochodów, algorytm klasyfikuje nas jako entuzjastów motoryzacji. Ważne jest jednak to, że system przywiązuje ogromną wagę do tzw. świeżości danych. Oznacza to, że filmy obejrzane wczoraj mają znacznie większy wpływ na dzisiejsze rekomendacje niż te, które odtworzyliśmy rok temu.
Kolejnym kluczowym elementem jest wskaźnik utrzymania uwagi, to, jak długo oglądamy dany materiał. Dla algorytmu samo kliknięcie w miniaturę to jeszcze za mało. Jeśli włączymy film, ale wyłączymy go po kilku sekundach, system otrzymuje sygnał, że materiał był niskiej jakości lub nie trafił w nasze gusta. Jeśli natomiast obejrzymy nagranie do końca, a następnie przejdziemy do kolejnego filmu tego samego twórcy, algorytm uzna to za silny sygnał zadowolenia i będzie częściej promować ten kanał na naszej stronie głównej.
Nie można tu pominąć faktu, że YouTube analizuje nasze zachowania na tle innych użytkowników. Jeśli tysiące osób o podobnej historii oglądania do naszej polubiły konkretny materiał wideo, system założy, że nam również może się on spodobać, nawet jeśli wcześniej nie szukaliśmy niczego w tej tematyce. To właśnie ten mechanizm odpowiada za pojawianie się na stronie głównej filmów, które wydają się nam zupełnie obce.
Warto przy okazji wspomnieć o znaczeniu interakcji bezpośrednich, takich jak polubienia, udostępnienia oraz komentarze. Każda taka aktywność jest dla systemu potwierdzeniem, że dany temat nas angażuje. Co ciekawe, subskrypcje – choć ważne – nie są jedynym wyznacznikiem tego, co widzimy. Często na stronie głównej znajdujemy więcej filmów z kanałów, których nie subskrybujemy, ale z którymi weszliśmy w jakąkolwiek interakcję, niż od twórców, których śledzimy od lat, ale rzadko ich oglądamy. Cały ten proces ma na celu maksymalne wydłużenie czasu spędzonego w serwisie, co często prowadzi do powstawania baniek informacyjnych, z których wyjście wymaga od nas podjęcia działania.
Warto przeczytać: Jak słuchać muzyki z YouTube przy wygaszonym ekranie smartfona?
Jak sprawić, by rekomendacje były bardziej adekwatne?
Pierwszym krokiem, który przyniesie natychmiastowe efekty, jest selektywne usuwanie filmów z historii oglądania. Często zdarza się, że obejrzymy jeden materiał dotyczący specyficznego problemu technicznego lub przypadkowe wideo przesłane przez znajomego, co natychmiast skutkuje zalewem podobnych propozycji. Usunięcie takiego pojedynczego rekordu z listy odtworzonych filmów wysyła do systemu jasny komunikat, że był to incydent, który nie powinien wpływać na nasz profil widza.
Jeśli jednak czujemy, że nasze rekomendacje są całkowicie nietrafione, możemy zdecydować się na rozwiązanie radykalne, czyli całkowite wyczyszczenie historii oglądania i wyszukiwania. Warto wiedzieć, że po takim zabiegu strona główna YouTube drastycznie się zmienia – znikają spersonalizowane kafelki, a serwis zaczyna wyświetlać jedynie materiały ogólnie popularne w naszym regionie lub te pochodzące z naszych subskrypcji. Jest to moment, w którym możemy zacząć budować swój profil od nowa, tym razem dbając o to, w co klikamy.
Kolejnym istotnym narzędziem jest funkcja wstrzymywania historii. Możemy z niej korzystać w sytuacjach, gdy wiemy, że przez najbliższy czas będziemy oglądać treści nietypowe dla naszych zainteresowań – na przykład bajki dla dzieci na naszym urządzeniu czy materiały potrzebne do jednorazowego projektu. Wstrzymanie zapisywania sprawia, że żadne z obejrzanych w tym czasie nagrań nie zostanie uwzględnione przez algorytm przy generowaniu kolejnych poleceń.
Warto tu też wspomnieć o automatycznym usuwaniu danych, które jest funkcją dostępną w ramach ustawień konta Google. Możemy tam zdefiniować harmonogram, zgodnie z którym system będzie samoczynnie kasował historię starszą niż 3, 18 lub 36 miesięcy. To rozwiązanie pozwala uniknąć sytuacji, w której filmy oglądane kilka lat temu wciąż rzutują na to, co dzisiaj podpowiada nam platforma, co sprzyja naturalnej ewolucji naszych zainteresowań w oczach algorytmu.

Jeśli chcemy mieć lepsze, bardziej dopasowane rekomendacje w YouTube, warto zastosować się do tych kilku porad. Grafika HotGear.
Narzędzia do bieżącej moderacji
Kluczowym narzędziem, z którego warto tu skorzystać jest funkcja „Nie interesuje mnie to”, ukryta pod ikoną trzech kropek przy każdym filmie na stronie głównej. Użycie tej opcji jest sygnałem o umiarkowanej sile – informujemy system, że dany temat lub konkretne nagranie nie jest dla nas atrakcyjne w tym momencie. Warto jednak wiedzieć, że algorytm może po pewnym czasie ponowić próbę zaproponowania podobnej tematyki, sprawdzając, czy nasze preferencje nie uległy zmianie. To dobre rozwiązanie w przypadku tematów, które nas nużą, ale nie chcemy ich całkowicie blokować.
Jeśli jednak mamy do czynienia z twórcą, którego styl nam wybitnie nie odpowiada, lub kanałem powielającym treści, których nie chcemy oglądać, powinniśmy sięgnąć po radykalniejszą opcję: „Nie polecaj kanału”. Jest to jedno z najskuteczniejszych narzędzi dostępnych dla użytkownika. Wybranie tej komendy sprawia, że żadne wideo z tego konkretnego źródła nie pojawi się już w naszych rekomendacjach, niezależnie od tego, jak bardzo będzie pasować do naszej historii wyszukiwania. To najkrótsza droga do „wyciszenia” hałaśliwych autorów czy kanałów z tzw. clickbaitami.
Ważnym aspektem tej moderacji jest świadomość, że te akcje są odwracalne, choć nie jest to intuicyjne. Jeśli przypadkiem zablokujemy ulubionego twórcę, musimy udać się do ustawień Mojej Aktywności w Google, aby cofnąć wszystkie opinie „Nie interesuje mnie to”. Dlatego warto korzystać z tych funkcji z rozwagą.
Skuteczna moderacja polega na systematyczności. Jeśli będziemy poświęcać kilka sekund na odrzucenie nietrafionych propozycji za każdym razem, gdy pojawią się na ekranie, szybko zauważymy, że nasza strona główna staje się znacznie bardziej przejrzysta i dopasowana do rzeczywistych potrzeb. Zamiast walczyć z algorytmem, zaczynamy z nim współpracować, dostarczając mu precyzyjnych informacji o tym, czego w naszej cyfrowej przestrzeni po prostu nie tolerujemy.
Klucz – cyfrowa higiena
Codzienne nawyki korzystania z serwisu – cyfrowa higiena – są równie ważne, co jednorazowe czyszczenie historii. Najskuteczniejszym narzędziem w tym zakresie jest tryb incognito, dostępny zarówno w aplikacji mobilnej, jak i w wersji przeglądarkowej. Aktywując go, wchodzimy w swego rodzaju „bezpieczną strefę” – możemy obejrzeć dowolny materiał bez obawy, że wpłynie on na nasze przyszłe rekomendacje. Jest to dobre rozwiązanie, gdy chcemy sprawdzić jednorazowy poradnik, obejrzeć teledysk na imprezie u znajomych czy zgłębić temat, który nas ciekawi, ale nie chcemy go na stałe w swojej bibliotece.
Trzeba też świadomie zarządzać subskrypcjami, które stanowią dla algorytmów serwisu ważny drogowskaz. Najlepiej regularnie robić przegląd obserwowanych kanałów. Często zdarza się, że subskrybujemy twórcę, którego oglądaliśmy namiętnie dwa lata temu, a dziś jego nowe filmy jedynie zajmują miejsce na stronie głównej, wprowadzając algorytm w błąd, zdarzają się też subskrypcje przez pomyłkę, zwłaszcza w mobilnej wersji serwisu. Odsubskrybowanie nieaktywnych lub nieinteresujących nas już kanałów to jasny sygnał dla systemu, że nasze priorytety uległy zmianie. Pozwala to na zwolnienie „miejsca” dla nowych, świeżych treści, które faktycznie nas ciekawią.
Warto również zwrócić uwagę na to, jak korzystamy z funkcji „Do obejrzenia”. Zamiast klikać w każdy film, który wyda nam się choć trochę ciekawy (co system odczytuje jako zainteresowanie tematem), lepiej dodawać materiały do tej prywatnej listy. Pozwala to na wstępną selekcję treści bez natychmiastowego „karmienia” algorytmu nowymi danymi. Dzięki temu nasze rekomendacje pozostają stabilne, a my mamy czas, by zdecydować, czy faktycznie chcemy poświęcić czas na dany film.
Podsumowanie
Podsumowując te rozważania, trzeba pamiętać, że YouTube jest narzędziem, które stara się nas poznać, ale robi to w sposób czysto matematyczny, więc może nie wyłapać niuansów. Nasza aktywność to jedyny język, jaki rozumie system, dlatego kluczem do sukcesu jest konsekwencja. Jeśli będziemy dbać porządek sesji, korzystać z trybu prywatnego przy nietypowych wyszukiwaniach i regularnie sprzątać listę subskrypcji, strona główna zacznie być miejscem odnajdywania wartościowych – dla nas – treści. Kontrola nad tym, co oglądamy, leży w naszych rękach – wystarczy tylko z tych narzędzi regularnie korzystać.
Tomasz Sławiński